Wstyd po sukcesie. Dlaczego czasem trudno cieszyć się z własnych osiągnięć?

Sukces powinien cieszyć. Tak przynajmniej podpowiada logika. Udało się, coś zostało osiągnięte, ktoś nas docenił, projekt wyszedł, egzamin zdany, firma zdobyła klienta, tekst został dobrze przyjęty, a praca przyniosła efekt. W teorii pojawia się radość, duma, lekkość i poczucie: „dałem radę”. W praktyce bywa inaczej.

Niektórzy po sukcesie czują napięcie. Skrępowanie. Zakłopotanie. Potrzebę szybkiego umniejszenia sobie. Zamiast przyjąć gratulacje, mówią: „to nic takiego”, „miałem szczęście”, „każdy by to zrobił”, „przesadzasz”. Zamiast poczuć satysfakcję, od razu widzą, co można było zrobić lepiej. Zamiast dumy pojawia się lęk, że teraz inni będą więcej oczekiwać. Są też osoby, które po osiągnięciu czegoś ważnego czują wręcz winę. Jakby sukces był czymś podejrzanym. Jakby radość z własnych osiągnięć była przejawem pychy, egoizmu albo braku skromności. Wtedy sukces nie staje się miejscem odpoczynku, ale kolejnym źródłem napięcia.

Kiedy pochwała nie daje ulgi

Dla wielu osób przyjmowanie pochwał jest trudniejsze niż krytyka. Krytyka boli, ale bywa znajoma. Można się przed nią bronić, tłumaczyć, analizować, poprawiać. Pochwała natomiast wymaga przyjęcia czegoś dobrego na swój temat. A to nie zawsze jest proste. Jeśli ktoś przez lata uczył się, że nie należy się wychylać, nie wypada mówić dobrze o sobie, a sukces najlepiej traktować jako obowiązek, wtedy pochwała może wywoływać dyskomfort. Nie dlatego, że jest niechciana. Raczej dlatego, że nie pasuje do wewnętrznego obrazu siebie.

Człowiek może usłyszeć: „świetnie ci poszło”, a w środku natychmiast pojawia się korekta: „bez przesady”, „inni robią więcej”, „to było łatwe”, „mogło być lepiej”. Tak działa wewnętrzny mechanizm obniżania napięcia. Umniejszenie sobie bywa sposobem na uniknięcie ekspozycji. Jeśli szybko pomniejszę własny sukces, może nikt nie uzna mnie za zarozumiałego. Może nikt nie będzie zazdrościł. Może nikt nie zacznie oczekiwać ode mnie jeszcze więcej. Problem polega na tym, że w ten sposób człowiek nie tylko chroni się przed oceną. Odbiera sobie również możliwość przeżycia satysfakcji.

Syndrom oszusta, czyli „zaraz ktoś odkryje, że nie zasługuję”

Jednym z powodów, dla których sukces może budzić wstyd, jest tak zwany syndrom oszusta. To stan, w którym człowiek mimo realnych osiągnięć ma poczucie, że nie zasługuje na uznanie. Uważa, że znalazł się w dobrym miejscu przez przypadek, szczęście, sprzyjające okoliczności albo błąd innych osób. W takim przeżyciu sukces nie uspokaja. Przeciwnie, może zwiększać napięcie. Skoro inni mnie docenili, to może teraz będą patrzeć uważniej. Skoro coś mi wyszło, to może następnym razem oczekiwania będą wyższe. Skoro dostałem pochwałę, to może zaraz okaże się, że wcale nie jestem tak dobry, jak im się wydaje. Syndrom oszusta często sprawia, że człowiek nie potrafi uznać własnego wkładu. Widzi przypadek, ale nie widzi pracy. Widzi pomoc innych, ale nie widzi własnej decyzji, konsekwencji, umiejętności i odwagi. Widzi luki, ale nie widzi całości. To szczególnie męczące, bo sukces zamiast wzmacniać, staje się dowodem w sprawie przeciwko sobie. Im więcej osiągnięć, tym większy lęk, że trzeba będzie je „udźwignąć”.

Skromność, która przestaje być łagodna

Skromność może być piękną cechą. Pomaga zachować kontakt z innymi ludźmi, nie budować swojej wartości na wyższości i nie zamieniać sukcesu w teatr ego. Problem zaczyna się wtedy, gdy skromność staje się zakazem cieszenia się sobą. W wielu domach, szkołach i środowiskach obowiązuje niepisana zasada: nie chwal się. Nie wychylaj. Nie mów za dobrze o sobie. Nie pokazuj, że jesteś z czegoś dumny. Bo ktoś pomyśli, że ci odbiło. Bo ktoś uzna, że się wywyższasz. Bo ktoś powie, że inni mają trudniej. W efekcie człowiek może nauczyć się, że bezpieczniej jest zmniejszać siebie. Nawet wtedy, gdy zrobił coś wartościowego. Taka skromność przestaje być spokojem. Staje się autocenzurą. Nie pozwala powiedzieć: „cieszę się, że mi się udało”. Nie pozwala przyjąć gratulacji bez natychmiastowego tłumaczenia. Nie pozwala poczuć dumy, która nie jest pychą, tylko naturalną reakcją na wysiłek i rozwój. Zdrowa duma nie musi oznaczać wywyższania się. Może oznaczać prostą zgodę na fakt: zrobiłem coś ważnego, włożyłem w to pracę, mogę się tym ucieszyć.

Lęk przed oceną po sukcesie

Sukces ma jeszcze jedną trudną stronę. Sprawia, że człowiek staje się bardziej widoczny. A widoczność bywa dla wielu osób źródłem napięcia. Kiedy coś się nie udaje, można schować się w tłumie. Kiedy coś wychodzi dobrze, pojawia się światło. Ludzie komentują, gratulują, pytają, oczekują. Dla jednej osoby to przyjemne, dla innej przytłaczające. Po sukcesie może więc pojawić się pytanie: co teraz? Czy muszę utrzymać poziom? Czy mogę następnym razem popełnić błąd? Czy jeśli raz mi wyszło, to od teraz nie mam prawa do słabości? Właśnie dlatego niektórzy ludzie po osiągnięciu celu nie czują ulgi, tylko presję. Sukces nie kończy napięcia, lecz otwiera nowy etap oczekiwań. Czasem zewnętrznych, a czasem wyłącznie wewnętrznych. To może prowadzić do paradoksu: człowiek bardzo chce coś osiągnąć, ale gdy już się uda, nie potrafi się tym nacieszyć. Od razu zaczyna myśleć o kolejnym zadaniu albo o tym, jak łatwo można wszystko stracić.

Umniejszanie sobie jako sposób na bezpieczeństwo

Zdanie „to nic takiego” często brzmi niewinnie. Czasem rzeczywiście jest tylko uprzejmą reakcją na pochwałę. Ale bywa też automatycznym odruchem obronnym. Umniejszanie sobie może chronić przed zazdrością innych. Przed byciem ocenionym jako zbyt pewny siebie. Przed konfliktem. Przed rozczarowaniem, jeśli kolejny raz nie pójdzie tak dobrze. Przed kontaktem z własnym pragnieniem bycia zauważonym. Bo to też jest ważne: wielu ludzi jednocześnie chce uznania i się go boi. Chce, żeby ktoś zobaczył ich wysiłek, ale gdy to się dzieje, odczuwa skrępowanie. Chce być docenionym, ale boi się, że docenienie coś zmieni w relacjach. Chce sukcesu, ale nie chce być uznanym za osobę, która „za bardzo chce”. Wtedy najłatwiej zmniejszyć własne osiągnięcie, zanim zrobi to ktoś inny.

Można cieszyć się cicho

Nie każdy przeżywa sukces głośno. Nie każdy potrzebuje publicznego świętowania, wielkich deklaracji i widocznej dumy. Radość z osiągnięcia może być spokojna, prywatna, cicha. Nie musi wyglądać jak entuzjazm pokazywany w mediach społecznościowych. Ważne jednak, żeby w tej ciszy było miejsce na uznanie siebie, a nie tylko na unieważnienie. Można powiedzieć po prostu: „dziękuję, dużo mnie to kosztowało”. Albo: „cieszę się, że to zauważyłeś”. Albo nawet: „trudno mi przyjmować pochwały, ale to dla mnie ważne”. Takie zdania nie są przechwałką. Są próbą pozostania przy sobie zamiast uciekania w automatyczne pomniejszanie. Cieszenie się sukcesem nie oznacza, że wszystko było idealne. Nie oznacza, że inni nie pomagali. Nie oznacza, że już zawsze będzie łatwo. Oznacza tylko, że potrafimy na chwilę zatrzymać się przy tym, co się udało.

Sukces też trzeba umieć przyjąć

Dużo mówi się o radzeniu sobie z porażką. O wstawaniu, wyciąganiu lekcji, odporności i próbowaniu dalej. Znacznie mniej mówi się o tym, że sukces również wymaga dojrzałości emocjonalnej. Trzeba umieć go przyjąć, nie uciekając natychmiast w wstyd, winę albo kolejne zadanie. Dla niektórych osób to może być trudniejsze niż sama droga do celu.

Bo sukces dotyka obrazu siebie. Pyta: czy mogę być kimś, komu się udało? Czy mogę mieć wpływ? Czy mogę zostać zauważony? Czy mogę być dumny, nie tracąc skromności? Czy mogę cieszyć się czymś dobrym, nawet jeśli nie wszystko w moim życiu jest idealne? Może właśnie tu zaczyna się ważna zmiana. Nie w wielkim okrzyku triumfu, ale w małej zgodzie na własny wysiłek. W przyjęciu gratulacji bez natychmiastowego kasowania siebie. W uznaniu, że sukces nie musi zawstydzać. Czasem najtrudniejsze zdanie brzmi bardzo prosto: „tak, to mi się udało”.

Autor

  • Nazywam się Tomasz Wachowiak. Od wielu lat towarzyszę osobom, które znalazły się w trudnym momencie swojego życia – w kryzysie, przeciążeniu, poczuciu zagubienia czy wewnętrznym konflikcie.

    Moim celem jest wspieranie osób w procesie zdrowienia, pomaganie im w odnalezieniu wewnętrznej siły oraz umiejętności radzenia sobie z trudnościami życiowymi. Wierzę, że każdy człowiek ma potencjał do zmiany i rozwinięcia pełni swoich możliwości.

    Linkedin | Terapia online

Opcje dostępności

Rozmiar tekstu

Kontrast

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.