Styczeń ma w sobie coś z poniedziałku roku (dlatego dobrze, że go żegnamy 😉 ). Wracamy do projektów, planów i ambicji, które przez chwilę mogły odpocząć. Skrzynki mailowe pękają w szwach, cele na nowy rok czekają na realizację, a w powietrzu unosi się napięcie. Wiele osób zauważa wtedy coś frustrującego. Pod presją nagle trudniej się skupić, słowa uciekają z głowy, a pamięć zawodzi dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. To nie słabość charakteru. To biologia.
Mózg w trybie alarmowym
Stres to nie tylko emocja. To reakcja całego organizmu, który przygotowuje się na zagrożenie. Mózg uruchamia tryb alarmowy, a jego centrum dowodzenia przejmuje ciało migdałowate odpowiedzialne za wykrywanie niebezpieczeństwa. W tym samym czasie kora przedczołowa, czyli obszar odpowiedzialny za logiczne myślenie, planowanie i świadome przypominanie sobie informacji, traci część swojej mocy. Z punktu widzenia ewolucji to miało sens. Gdy trzeba było uciekać przed drapieżnikiem, nie było czasu na analizę ani na precyzyjne przypominanie sobie faktów. Liczyła się szybka reakcja. Problem polega na tym, że współczesny stres ma zupełnie inny charakter. To nie tygrys, lecz prezentacja, rozmowa z szefem albo presja wyników.
Kortyzol i pamięć pod ostrzałem
Jednym z głównych bohaterów tej historii jest kortyzol, hormon stresu. W krótkim czasie może być pomocny, bo mobilizuje organizm. Gdy jednak utrzymuje się zbyt długo, zaczyna wpływać negatywnie na hipokamp, strukturę mózgu kluczową dla pamięci i uczenia się. Hipokamp nie lubi napięcia. Nadmiar kortyzolu sprawia, że trudniej koduje nowe informacje i gorzej odtwarza te już zapisane. Dlatego w stresującym styczniowym spotkaniu możesz doskonale znać temat, a mimo to mieć wrażenie pustki w głowie. Wiedza nie znika. Dostęp do niej zostaje chwilowo zablokowany.
Wiele osób opisuje to doświadczenie bardzo podobnie. Serce bije szybciej, dłonie się pocą, myśli zaczynają krążyć wokół obawy przed oceną. Im bardziej próbujemy się zmusić do przypomnienia sobie czegoś, tym gorzej to wychodzi. Mózg interpretuje presję jako zagrożenie i jeszcze mocniej dokręca śrubę. Psychoterapeuta Tomasz Wachowiak zwraca uwagę na ten paradoks w swojej pracy z pacjentami. Jak mówi: „Pod wpływem stresu ludzie często oceniają siebie bardzo surowo. Myślą, że skoro nie potrafią czegoś sobie przypomnieć, to znaczy, że są niekompetentni. Tymczasem ich mózg działa dokładnie tak, jak został zaprogramowany. Problemem nie jest brak wiedzy, lecz nadmiar napięcia”.
Pamięć potrzebuje poczucia bezpieczeństwa
Pamięć najlepiej funkcjonuje w warunkach względnego spokoju. Nie chodzi o brak wyzwań, lecz o poczucie, że nawet jeśli coś pójdzie nieidealnie, świat się nie zawali. Gdy mózg czuje się bezpiecznie, kora przedczołowa może robić swoją robotę. Łączyć fakty, wyciągać wnioski, przypominać sobie szczegóły. Dlatego tak ważne jest to, w jaki sposób mówimy do siebie w stresujących momentach. Czy dokładamy presji, czy raczej próbujemy ją obniżyć. Krótka pauza na oddech, rozluźnienie ciała, nazwanie emocji po imieniu. To drobne sygnały, które mózg odczytuje jako informację, że zagrożenie mija.
Początek roku często niesie ze sobą oczekiwanie, że wszystko musi ruszyć z miejsca natychmiast i bez potknięć. Tymczasem pamięć i koncentracja nie lubią przymusu. Im bardziej wymagamy od siebie maksymalnej wydajności, tym częściej działamy poniżej swoich możliwości. Jak podkreśla Tomasz Wachowiak: „Życzliwość wobec siebie nie jest luksusem ani pobłażaniem. To realne wsparcie dla układu nerwowego. Gdy obniżamy poziom wewnętrznej krytyki, poprawia się nie tylko samopoczucie, ale też zdolność myślenia i zapamiętywania”. Stresu nie da się całkowicie wyeliminować, zwłaszcza w zawodowo intensywnym styczniu. Można jednak przestać traktować jego skutki jak osobistą porażkę. Gorsza pamięć pod presją to sygnał od mózgu, że potrzebuje chwili oddechu. A kiedy ją dostanie, bardzo często odwdzięcza się klarownością i sprawnością, których tak bardzo oczekujemy.