Początki relacji często mają w sobie coś lekkiego i autentycznego, pojawia się ciekawość drugiej osoby, większa swoboda w wyrażaniu siebie i naturalna gotowość do pokazywania swoich myśli, emocji i potrzeb, jednak z czasem wiele osób zauważa subtelną, ale wyraźną zmianę, zaczynamy mówić mniej, filtrować więcej, dopasowywać się częściej, aż w pewnym momencie pojawia się pytanie, gdzie podziała się ta wersja mnie, która była obecna na początku.
Bliskość, która uruchamia stare mechanizmy
Im bliżej kogoś jesteśmy, tym bardziej aktywują się nasze wcześniejsze doświadczenia związane z relacjami, szczególnie te, w których bliskość wiązała się z napięciem, oceną albo koniecznością dostosowania się, dlatego zamiast większej swobody pojawia się ostrożność, zaczynamy nieświadomie sprawdzać, co jest bezpieczne do pokazania, a co może zostać źle odebrane, i choć relacja jest nowa, reakcje często pochodzą z dużo wcześniejszych historii.
Dopasowanie jako strategia bezpieczeństwa
Dopasowywanie się do partnera rzadko jest świadomą decyzją o rezygnacji z siebie, znacznie częściej jest subtelną strategią, która ma chronić relację, zaczynamy wygładzać swoje reakcje, rezygnować z części potrzeb, unikać tematów, które mogą prowadzić do napięcia, bo zależy nam na bliskości i stabilności, problem pojawia się wtedy, gdy to dopasowanie przestaje być elastyczne i zaczyna oznaczać stopniowe oddalanie się od siebie.
W tle wielu takich zmian znajduje się lęk przed utratą relacji, nawet jeśli nie jest on w pełni uświadomiony, bo kiedy ktoś staje się dla nas ważny, rośnie też stawka, pojawia się większa wrażliwość na sygnały odrzucenia, krytyki czy dystansu, i wtedy łatwo wejść w tryb, w którym ważniejsze staje się utrzymanie relacji niż bycie autentycznym, choć na dłuższą metę to właśnie brak autentyczności zaczyna tę relację osłabiać.
Iluzja harmonii
Na pierwszy rzut oka dopasowanie może wyglądać jak harmonia, mniej konfliktów, więcej zgody, spokojniejsza komunikacja, ale jeśli ta harmonia opiera się na tłumieniu siebie, to jest raczej krucha równowaga niż realna bliskość, bo prawdziwa bliskość nie polega na braku różnic, ale na zdolności do bycia sobą w obecności drugiej osoby, nawet wtedy, gdy pojawiają się napięcia.
Odzyskiwanie autentyczności nie oznacza nagłego odwrócenia wszystkiego ani konfrontacyjnego stawiania granic, to raczej proces stopniowego wracania do kontaktu ze sobą, zauważania swoich reakcji, potrzeb i emocji, a następnie wprowadzania ich do relacji w sposób, który jest możliwy na dany moment, często zaczyna się od drobnych rzeczy, od powiedzenia czegoś, co wcześniej zostało przemilczane, od sprawdzenia, jak to jest być bardziej sobą przy kimś, kto jest dla nas ważny.
Bliskość, która mieści dwoje ludzi
Relacja, która ma przestrzeń na autentyczność, nie oznacza ciągłej zgodności ani braku trudnych momentów, oznacza raczej gotowość do bycia w kontakcie nawet wtedy, gdy pojawiają się różnice, napięcia czy niepewność, bo to właśnie w tej przestrzeni możliwe jest budowanie czegoś, co nie opiera się na dopasowaniu, ale na realnym spotkaniu dwóch osób, które nie muszą przestawać być sobą, żeby być razem.