„Świetnie sobie z tym poradziłaś.” „Naprawdę dobrze wyglądasz.” „To był bardzo dobry pomysł.” Dla części osób takie słowa są przyjemne i naturalne. Dla innych natychmiast uruchamiają dyskomfort. Zamiast zwykłego „dziękuję” pojawia się umniejszanie: „to nic takiego”, „miałem szczęście”, „inni zrobiliby to lepiej”, „przesadzasz”. Czasem dochodzi nawet podejrzliwość: czy ta osoba naprawdę tak myśli? Czy czegoś ode mnie chce? Czy przypadkiem mnie nie wyśmiewa? Trudność w przyjmowaniu komplementów może mieć wiele źródeł. Nie zawsze oznacza niską samoocenę, ale często pokazuje, że pozytywna opinia innych ludzi nie pasuje do obrazu, jaki mamy sami o sobie.
Komplement może zderzać się z tym, co myślimy o sobie
Jeżeli ktoś przez lata przyzwyczaił się do myślenia o sobie w krytyczny sposób, pochwała może brzmieć wręcz niewiarygodnie. Gdy wewnętrzny obraz siebie mówi: „nie jestem wystarczająco dobry”, a ktoś z zewnątrz mówi coś zupełnie przeciwnego, pojawia się napięcie. W takiej sytuacji łatwiej odrzucić komplement niż zakwestionować własne przekonanie. Możemy więc uznać, że druga osoba jest przesadnie miła, nie zna całej prawdy albo mówi coś tylko z grzeczności. Dzięki temu dotychczasowy obraz siebie pozostaje nienaruszony.
Umniejszanie może stać się automatycznym odruchem
Niektóre osoby niemal odruchowo tłumaczą swoje sukcesy czynnikami zewnętrznymi. Udało się, bo zadanie było łatwe. Ktoś pochwalił wygląd, ale to przecież tylko dobre światło. Projekt wyszedł dobrze, ale głównie dzięki zespołowi. Skromność sama w sobie nie jest problemem. Trudność pojawia się wtedy, gdy nie potrafimy uznać własnego udziału w czymś dobrym. Jeśli każdą pochwałę natychmiast unieważniamy, pozytywne doświadczenia mają niewielką szansę rzeczywiście wpłynąć na sposób, w jaki siebie postrzegamy.
Czasem za komplementem spodziewamy się ukrytej intencji
Nie każdy ma doświadczenie, że dobre słowa są po prostu dobre. Jeżeli ktoś wcześniej spotykał się z manipulacją, wyśmiewaniem, zawstydzaniem albo pochwałami używanymi jako narzędzie nacisku, może nauczyć się reagować ostrożnością. Wtedy pojawia się pytanie: „dlaczego on mi to mówi?”. Zamiast przyjemności może wystąpić czujność. Komplement nie jest odbierany jako uznanie, ale jako potencjalny początek czegoś, co trzeba będzie „oddać”, na co trzeba będzie odpowiedzieć albo przed czym trzeba się zabezpieczyć.
Wstyd może utrudniać bycie zauważonym
Pochwała kieruje uwagę na nas. Dla osób, które źle czują się w centrum zainteresowania, nawet pozytywne zainteresowanie może być krępujące. Nie chodzi wtedy o samą treść komplementu, ale o fakt, że ktoś nas zauważył i ocenił. Może pojawić się napięcie, chęć zmiany tematu, żart albo szybkie przeniesienie uwagi na kogoś innego. „Dobrze wyglądasz” zostaje natychmiast odbite: „Ty za to wyglądasz jeszcze lepiej”. Takie reakcje często pozwalają szybko zmniejszyć dyskomfort.
Pochwała może uruchamiać lęk przed kolejnymi oczekiwaniami
Komplement dotyczący umiejętności czy osiągnięć bywa odbierany także jako zobowiązanie. Jeśli ktoś powie, że jesteśmy świetni w swojej pracy, może pojawić się myśl: „teraz muszę za każdym razem być na tym poziomie”. W efekcie zamiast satysfakcji przychodzi presja. Pochwała nie oznacza już uznania tego, co wydarzyło się teraz, lecz staje się zapowiedzią oczekiwań na przyszłość. To szczególnie częste u osób, które mocno wiążą własną wartość z wynikami, skutecznością albo oceną innych.
„Dziękuję” może wydawać się zbyt pewne siebie
Niektórzy mają poczucie, że zwykłe przyjęcie komplementu byłoby oznaką zarozumiałości. Jeśli odpowiem „dziękuję”, to tak jakbym przyznał: rzeczywiście jestem świetny. Dlatego bezpieczniej wydaje się zaprzeczyć albo umniejszyć znaczenie pochwały. Tymczasem przyjęcie dobrego słowa nie musi oznaczać przekonania o własnej wyjątkowości. Można po prostu uznać, że druga osoba właśnie powiedziała nam coś miłego. Czasami „dziękuję” jest wystarczającą odpowiedzią.
Warto zauważyć, co robimy zaraz po usłyszeniu pochwały
Pomocne może być przyjrzenie się własnej reakcji. Czy automatycznie zaprzeczamy? Czy tłumaczymy, dlaczego pochwała jest niezasłużona? Czy podejrzewamy ukryty cel? Czy natychmiast zmieniamy temat? Sama obserwacja takiego schematu może być ważna, bo wiele reakcji dzieje się niemal bez zastanowienia. Dopiero po chwili zauważamy, że kolejny raz ktoś powiedział nam coś dobrego, a my zrobiliśmy wszystko, żeby temu zaprzeczyć.
Nie trzeba od razu wierzyć we wszystko, co słyszymy
Przyjmowanie komplementów nie oznacza bezkrytycznego przyjmowania każdej opinii. Chodzi raczej o pozostawienie miejsca na możliwość, że druga osoba rzeczywiście dostrzega w nas coś wartościowego. Jeżeli ktoś mówi: „dobrze to zrobiłeś”, nie musimy natychmiast decydować, że to całkowicie zmienia sposób, w jaki siebie widzimy. Możemy po prostu przyjąć informację i nie odrzucać jej automatycznie. To niewielka różnica, ale z czasem może mieć znaczenie.
Dobrze zacząć od prostego „dziękuję”
Jeżeli przyjmowanie pochwał jest trudne, nie trzeba od razu prowadzić ze sobą długiej wewnętrznej dyskusji. Można zacząć od krótkiej odpowiedzi: „dziękuję, miło mi to słyszeć”. Bez tłumaczenia, bez umniejszania i bez odbijania komplementu. Początkowo może to wydawać się nienaturalne. Z czasem jednak można zauważyć, że przyjęcie dobrego słowa nie oznacza utraty skromności ani zobowiązania do bycia idealnym.
To, że sami czegoś w sobie nie widzimy, nie znaczy, że inni też tego nie widzą
Często jesteśmy dla siebie znacznie bardziej surowi niż dla innych ludzi. Znamy własne błędy, wątpliwości, porażki i wszystkie momenty, w których mogliśmy zrobić coś lepiej. Inni widzą tylko część tej historii. Dlatego czasem warto dopuścić możliwość, że czyjaś pochwała nie jest przesadą ani pomyłką. Może po prostu pokazuje coś, czego sami jeszcze nie potrafimy w sobie uznać. Komplement nie musi od razu zmieniać naszej samooceny, ale być może nie trzeba go też natychmiast odrzucać.
Fot. Ilustracja Ai